Pułapka brakującego bohatera

201516Mar

Czarna lista pracodawców – inicjatywa, a właściwie zjawisko społeczne, o którym ostatnio zrobiło się głośno, jest inspiracją do powstania niniejszego tekstu i przyczyną ujawnienia pewnego mechanizmu, który niepostrzeżenie reguluje nasze codzienne zachowania. Ujawnienia, a nie odkrycia, bo mechanizm ten przez niejednego społecznego badacza został już całkiem nieźle opisany.

Najpierw o tym, czym jest „czarna lista pracodawców”. Oficjalnie jest to fanpage na Facebooku (a właściwie kilkanaście jego miejskich mutacji), którego celem jest ostrzeżenie przed nieuczciwymi praktykami pracodawców z danego miasta i okolic. W praktyce działa to tak, że do administratora przesyłana jest wiadomość dotycząca doświadczonej przez pracownika nieuczciwości. Administrator, po sprawdzeniu, czy w wiadomości nie ma wulgaryzmów ani obelg pod adresem innych osób, zamieszcza post na tablicy. Administrator nie sprawdza wiarygodności nadawcy, ani treści przez niego przesłanych. Na tablicy zamieszcza nazwę firmy, nie zamieszcza informacji o nadawcy.

Po kilku miesiącach działania poznańskiej „czarnej listy”, fanpage polubiło ponad 15 tys. ludzi.  Skala działania niesamowita, ogromne zainteresowanie mediów i pracodawców...I dobrze, wreszcie człowiek – ciemiężony i wykorzystywany może sobie ulżyć, znaleźć podobnych sobie, a przede wszystkim ostrzec niczego nieświadomych potencjalnych pracowników i klientów nieuczciwej firmy.
Jeśli ktokolwiek, dzięki działalności „czarnej listy” poprawił swój pracowniczy los to warto! Warto narażać się na pozwy, groźby itp., z którymi zakładam codziennie mierzą się administratorzy „czarnych list”. 

Moje pierwsze wrażenie po lekturze wpisów inaugurujących działalność poznańskiej „czarnej listy” było jednak mniej optymistyczne. Wątpiłam (i nadal trochę wątpię) w zasadność zamieszczania tego rodzaju informacji w sieci. Czy od zamieszczenia wpisu na facebooku pracodawca staje się uczciwszy? Możliwość napisania kilku dosadnych słów na temat pracodawcy poprawia samopoczucie, ale nie eliminuje problemu. To pułapka.

Pułapka społeczna jest „błędnym, nie kontrolowanym przez społeczeństwo automatyzmem, który wytworzył się w wyniku złego, samolubnego rozwiązania dylematu społecznego (sytuacji konfliktowej lub decyzyjnej), który prowadzi do rezultatu sprzecznego z zamiarami podejmujących decyzję.”
To w skrócie znaczy:  mógłbym wygrać lub zyskać więcej, gdybym grał w drużynie, ale nie wygrywam albo i tracę, bo gram sam (to tylko jedna z możliwości rozwiązania dylematu społecznego).

Bohater

Moim ulubionym i najczęściej obserwowanym przykładem pułapki społecznej jest tzw. pułapka brakującego bohatera. Najczęściej cytowanym w literaturze przykładem jest ten z amerykańskiej autostrady:  W niedzielę wieczorem tysiące ludzi wraca samochodami do domu po weekendzie za miastem. Z jednego z samochodów spada na jezdnię materac. Jadące za nim samochody mogą przedostać się dalej tylko omijając przeszkodę, co z powodu dużego ruchu jest bardzo trudne. Po kilku minutach tworzy się ogromny korek. Ludzie niecierpliwią się, złoszczą. Ci, którzy ominęli przeszkodę, cieszą się, że nareszcie mogą przycisnąć pedał gazu i mknąć do domu. Ci, którzy są daleko z tyłu, nie wiedzą, co jest przyczyną zatoru i nie mogą pomóc. A co robi ktoś, kto nareszcie po godzinie czekania i  nerwów dociera do porzuconego materaca? Przez chwilę przyjdzie mu może na myśl, by stanąć i usunąć tę przeszkodę z jezdni. Ale za nim wszyscy trąbią nerwowo, szykują się do wyprzedzania, on też już stracił dość czasu w korku, więc ... szybko omija przeszkodę i jedzie dalej.

Wystarczyłby niewielki wysiłek jednej osoby, aby ulżyć wielu. Ulżyć to znaczy realnie pomóc. I tu przyszła mi do głowy analogia z „czarną listą pracodawców”. Zamiast trąbić na porzucony na środku drogi materac (pisać na facebooku jak jest źle) warto się zatrzymać, poświęcić chwilę czasu i realnie pomóc wszystkim użytkownikom drogi (zgłosić się do instytucji typu PIP, Sanepid itp. która może rozwiązać problem).

Elmer Hankiss, autor książki pt. „Pułapki społeczne” zwraca uwagę na niebezpieczeństwo, wynikające z zachodzącego automatyzmu.  Brak poczucia odpowiedzialności za dobro wspólne, a wręcz niszczenie społecznej świadomości typu „dziś ja pomogę, a jutro ktoś mi pomoże” w imię własnej natychmiastowej korzyści przeraża...
Chyba, że chwilowe zaistnienie posta na facebooku dziś wystarcza i zaspokaja poczucie obowiązku wobec innych, narażonych na nieuczciwość? Ot taki znak czasów...

Podsumowując, przyznać trzeba, że społeczna siła rażenia „czarnej listy” jest ogromna i jako taka, spełnia zamierzoną misję – ostrzeganie przed nieuczciwymi pracodawcami. Czy jednak, mimo wszystkich swych oczywistych zalet, nie usypia nieco naszej wrażliwości?

 

Komentarze

Autor
2015-03-18   08:13

@Marek
Trudno się niestety nie zgodzić :(

Marek
2015-03-17   21:32

Wszystko ładnie pięknie tylko żeby służby typu PiP i sanepid cos mogły konkretnego zrobic mandaty 500zl nie robia wrażenia a i te cale przyjacielskie kontrole (w mniejszych miejscowosciach)nie przynosza efektów