Kamperowe wakacje cz. I

201604Kwi

Każdy z nas chciałby spędzić wymarzone wakacje, które będą jedyne w swoim rodzaju. Z reguły takowych szukamy w biurach podróży. Razem z paczką przyjaciół postanowiliśmy, że tegoroczne wakacje spędzimy inaczej niż dotychczas. Będą to wakacje, które będziemy pamiętać latami. Wakacje godne logistyka.

Wszystko zaczęło się od „rzucenia hasła” wśród znajomych, żebyśmy razem pojechali na wakacje. Padały różne propozycję miejsc, które moglibyśmy odwiedzić takich jak np. Gruzja, Armenia, Węgry oraz Rumunia. Po dłuższych poszukiwaniach zdecydowaliśmy się na Rumunię. Jako środek transportu na nasze wyjątkowe wakacje wybraliśmy kamper. Całą podróż zaplanowaliśmy na 10 dni. W każdym dniu postanowiliśmy aktywnie zwiedzić to, co było na naszej drodze. Obliczyliśmy wszystkie koszty i niecierpliwie czekaliśmy aż nadejdzie dzień naszego wyjazdu.

Pierwszego dnia naszym celem była Słowacja, a dokładniej Koszyce. Plan ambitny ponieważ do pokonania mieliśmy jakieś 700 km z Poznania. Wyruszyliśmy koło 17:00 żeby na miejscu zameldować się o godzinie 9:00. Pół dnia przeznaczyliśmy na zwiedzanie tego pięknego miasta. Zobaczyliśmy całe Stare Miasto, które zrobiło na nas duże wrażenie. Największe - widok na całe miasto z wieży katedry Św. Elżbiety. Poza tym zwiedziliśmy park, w którym rośnie nietypowe drzewo zvonkohrou czyli grające drzewo gdzie były zawieszone 22 dzwony, na których co godzinę wygrywane były różnego rodzaju dźwięki.


Widok z wieży katedry Św. Elżbiety w Koszycach, fot. Michał Sujkowski

Po tej dawce wrażeń ruszyliśmy dalej. Późnym wieczorem zameldowaliśmy się na Węgrzech, a dokładniej w miejscowości Nyiregyhaza. Zaparkowaliśmy na pobliskiej stacji, gdzie mogliśmy spokojnie odpocząć. Kolejnego dnia po zjedzeniu śniadania wyruszyliśmy do najnowocześniejszego zoo w kraju. Spędziliśmy tam niemal trzy godziny, a na zakończenie pobytu załapaliśmy się na pokaz fok. Stamtąd pojechaliśmy do Debreczyna. Zobaczyliśmy tu jeden z największych kościołów kalwińskich na Węgrzech. Poza tym Plac Kossutha oraz stary ratusz wraz z mozaiką herbu miasta, która była ułożona ze 180 tys. fragmentów. Na zakończenie dnia wybraliśmy się do miejscowego aquaparku, żeby się troszkę zrelaksować. Po tym relaksie ruszyliśmy w dalszą naszą podróż. Najpierw przekroczyliśmy granicę węgiersko-rumuńską w miejscowości Artand. Na granicy tak jak się spodziewaliśmy była kontrola paszportowa. Jednak nie ma się czym martwić Rumuni są przyjaźnie nastawieni (przynajmniej do Polaków). Na granicy również kupiliśmy niezbędną winietę. Naszą podróż zakończyliśmy w miejscowości Oradea. Kolejnego poranka zwiedziliśmy najbardziej rozwinięte miasto w Rumunii czyli właśnie Oraderę. Na uwagę na pewno zasługuje rynek, który jest obecnie w przebudowie, ale już widać, że będzie się bardzo ładnie prezentował. Bardzo dobrze wkomponowany został tutaj tramwaj w ścisłym centrum. Również okazale prezentował się Teatr Narodowy.


Rynek w Oradeii, fot. Michał Sujkowski

Plan naszej wycieczki był dość napięty, dlatego ruszyliśmy w dalszą część trasy. Po drodze wjechaliśmy do miejscowości Kluż-Napoka w której mogliśmy podziwiać m.in. Plac Unirii (rum. Piața Unirii) gdzie znajduje się kościół Główny św. Michała (największy kościół w kraju, który został zbudowany w stylu gotyckim), gdzie można znaleźć polski akcent. Mianowicie, wśród postaci które składały hołd monarsze Maciejowi Korwinowi jest władca Siedmiogrodu i król Polski Stefan Batory.  Zobaczyliśmy także Teatr Narodowy oraz Park Centralny, w którym zobaczyć mogliśmy stadion, na którym na co dzień mecze rozgrywa drużyna CFR 1907 Kluż dawny uczestnik fazy grupowej Ligi Mistrzów.


Plac Unirii - Kościół św. Michała,
fot. Michał Sujkowski

Na nocleg zatrzymaliśmy się w miejscowości pod Kluż-Napoka. Nazajutrz ruszyliśmy do miejscowości Bran, w której znajduje się zamek Drakuli. Okazuje się, że w owym zamku Drakula ponoć nigdy nie przebywał, a niektóre źródła mówią że był w nim tylko dwa dni. Prawdziwy zamek Draculi, a raczej to co z niego zostało zobaczymy w dalszej części naszej wycieczki.


Zamek Drakuli w miejscowości Bran,
fot. Michał Sujkowski

 

Komentarze

Informacje o autorze

mgr Szymon Świekatowski
mgr Szymon Świekatowski

Absolwent Wyższej Szkoły Logistyki w Poznaniu. Podczas studiów pełnił szereg funkcji. Był Wiceprzewodniczącym Samorządu Studenckiego oraz założycielem i prezesem Uczelnianego Klubu Kibica. Organizował konferencję "Logistyka w sporcie". Honorowy i aktywny członek Studenckiego Koła Naukowego "CorLog" - współorganizator konferencji "Logistyka miejska" oraz "Międzyuczelnianego Forum Młodych Logistyków" . Autor wielu referatów oraz publikacji podczas studenckich konferencji. Zagorzały kibol Lecha Poznań