Wyprodukuj i zjedz

201422Wrz

Do stworzenia tego wpisu zainspirowała mnie Koleżanka Małgosia Baraniak swoimi wpisami dotyczącymi transportu owoców. W szczególności zaintrygował mnie banan. Dlaczego akurat banan? Proszę nie doszukiwać się żadnego drugiego dna. Nie ma go. Po prostu po przeczytaniu wpisu „Podróż banana” odniosłem wrażenie, że Związek Radziecki wypracował mniej zasad dotyczących transportu Jurija Gagarina na orbitę niż pośrednicy w handlu bananami. Oczywiście rozumiem, że trudno wyhodować banana w okolicach Poznania (poza palmiarnią) oraz, że bez tych procedur kontenery z bananem można by opróżnić do Atlantyku dwa dni po odbiciu od brzegu kontynentu południowoamerykańskiego. Zastanawiam się jednak czy na pewno musimy wozić owoce i warzywa po całym świecie?

Zastanówcie się przez chwilę jakie owoce i warzywa w jakich porach roku jecie? Zróbmy małe zestawienie:

 

  • młode ziemniaki – Maroko, Meksyk – chyba w Wielkopolsce nie muszę nikogo przekonywać, że u nas też rosną!
  • winogrono – Włochy, Hiszpania, Grecja – polskie winogrono, które właśnie dojrzewa ma niepowtarzalny smak radzę spróbować, uwaga – trudno dostępne na rynku, dlaczego? Nie mam pojęcia...
  • gruszki – Belgia – może na wierzbach ich nie znajdziecie, ale na gruszach w Polsce jak najbardziej,
  • brzoskwinie, nektarynki – Hiszpania, Włochy – polskie odpowiedniki nie są gorsze wystarczy jedynie trochę poczekać.

 

Kolejny problem to pomidory, ogórki, rzodkiewki, sałata jedzone w marcu. Aby je wyprodukować w Polsce trzeba zużyć mnóstwo energii (Sorry, taki mamy klimat). Te same warzywa można z powodzeniem zjeść nieco później, a do ich wyprodukowania nie potrzeba używać energii - ta pochodzi ze słońca.

Będąc pod wpływem kongresu ICLS 2014 (pisałem o nim w poprzednim wpisie) zadaję więc sobie pytanie czy to wszystko jest nam potrzebne? Czy do wyprodukowania żywności musimy używać aż tylu zasobów? Czy nie lepiej produkować je i konsumować lokalnie? Jak pokazało wystąpienie Pana Wiesława Biernackiego (jeśli czyta Pan ten tekst to gratuluję referatu) nie jestem odosobniony w tym myśleniu. 

Nie nawołuję do przykuwania się łańcuchami do drzew w akcie ekologicznej desperacji, ale pytam o logikę postępowania i nasz wielkopolski pragmatyzm, skoro chce zjeść rano bułkę idę do najbliższego sklepu, a nie jadę po nią do Paryża. 

SMACZNEGO!

UWAGA! Autor ukuł ten wywód po zjedzeniu sporej ilości polskich jabłek i śliwek.

Do stworzenia tego wpisu zainspirowała mnie Koleżanka Małgosia Baraniak swoimi wpisami dotyczącymi transportu owoców. W szczególności zaintrygował mnie banan. Dlaczego akurat banan? Proszę nie doszukiwać się żadnego drugiego dna. Nie ma go. Po prostu po przeczytaniu wpisu „Podróż banana” odniosłem wrażenie, że Związek Radziecki wypracował mniej zasad dotyczących transportu Jurija Gagarina na orbitę niż pośrednicy w handlu bananami. Oczywiście rozumiem, że trudno wyhodować banana w okolicach Poznania (poza palmiarnią) oraz, że bez tych procedur kontenery z bananem można by opróżnić do Atlantyku dwa dni po odbiciu od brzegu kontynentu południowoamerykańskiego. Zastanawiam się jednak czy na pewno musimy wozić owoce i warzywa po całym świecie?
Zastanówcie się przez chwilę jakie owoce i warzywa w jakich porach roku jecie? Zróbmy małe zestawienie:
młode ziemniaki – Maroko, Meksyk – chyba w Wielkopolsce nie muszę nikogo przekonywać, że u nas też rosną
winogrono – Włochy, Hiszpania, Grecja – polskie winogrono, które właśnie dojrzewa ma niepowtarzalny smak radzę spróbować, uwaga – trudno dostępne na rynku dlaczego nie mam pojęcia,
gruszki – Belgia – może na wierzbach ich nie znajdziecie ale na gruszach w Polsce jak najbardziej,
brzoskwinie, nektarynki – Hiszpania, Włochy – polskie odpowiedniki nie są gorsze wystarczy jedynie trochę poczekać.
Kolejny problem to pomidory, ogórki, rzodkiewki, sałata jedzone w marcu. Aby je wyprodukować w Polsce trzeba zużyć mnóstwo energii (Sorry taki mamy klimat). Te same warzywa można z powodzeniem zjeść nieco później a do ich wyprodukowania nie potrzeba używać energii - ta pochodzi ze słońca.
Będąc pod wpływem kongresu ICLS 2014 (pisałem o nim w poprzednim wpisie) zadaję więc sobie pytanie czy to wszystko jest nam potrzebne? Czy do wyprodukowania żywności musimy używać aż tylu zasobów? Czy nie lepiej produkować je i konsumować lokalnie? Jak pokazało wystąpienie Pana Wiesława Biernackiego (jeśli czyta Pan ten tekst to gratuluję referatu) nie jestem odosobniony w tym myśleniu. 
Nie nawołuję do przykuwania się łańcuchami do drzew w akcie ekologicznej desperacji ale pytam o logikę postępowania i nasz wielkopolski pragmatyzm, skoro chce zjeść rano bułkę idę do najbliższego sklepu a nie jadę po nią do Paryża. 
SMACZNEGO!
UWAGA! Autor ukuł ten wywód po zjedzeniu sporej ilości polskich jabłek i śliwek.
Do stworzenia tego wpisu zainspirowała mnie Koleżanka Małgosia Baraniak swoimi wpisami dotyczącymi transportu owoców. W szczególności zaintrygował mnie banan. Dlaczego akurat banan? Proszę nie doszukiwać się żadnego drugiego dna. Nie ma go. Po prostu po przeczytaniu wpisu „Podróż banana” odniosłem wrażenie, że Związek Radziecki wypracował mniej zasad dotyczących transportu Jurija Gagarina na orbitę niż pośrednicy w handlu bananami. Oczywiście rozumiem, że trudno wyhodować banana w okolicach Poznania (poza palmiarnią) oraz, że bez tych procedur kontenery z bananem można by opróżnić do Atlantyku dwa dni po odbiciu od brzegu kontynentu południowoamerykańskiego. Zastanawiam się jednak czy na pewno musimy wozić owoce i warzywa po całym świecie?
Zastanówcie się przez chwilę jakie owoce i warzywa w jakich porach roku jecie? Zróbmy małe zestawienie:
młode ziemniaki – Maroko, Meksyk – chyba w Wielkopolsce nie muszę nikogo przekonywać, że u nas też rosną
winogrono – Włochy, Hiszpania, Grecja – polskie winogrono, które właśnie dojrzewa ma niepowtarzalny smak radzę spróbować, uwaga – trudno dostępne na rynku dlaczego nie mam pojęcia,
gruszki – Belgia – może na wierzbach ich nie znajdziecie ale na gruszach w Polsce jak najbardziej,
brzoskwinie, nektarynki – Hiszpania, Włochy – polskie odpowiedniki nie są gorsze wystarczy jedynie trochę poczekać.
Kolejny problem to pomidory, ogórki, rzodkiewki, sałata jedzone w marcu. Aby je wyprodukować w Polsce trzeba zużyć mnóstwo energii (Sorry taki mamy klimat). Te same warzywa można z powodzeniem zjeść nieco później a do ich wyprodukowania nie potrzeba używać energii - ta pochodzi ze słońca.
Będąc pod wpływem kongresu ICLS 2014 (pisałem o nim w poprzednim wpisie) zadaję więc sobie pytanie czy to wszystko jest nam potrzebne? Czy do wyprodukowania żywności musimy używać aż tylu zasobów? Czy nie lepiej produkować je i konsumować lokalnie? Jak pokazało wystąpienie Pana Wiesława Biernackiego (jeśli czyta Pan ten tekst to gratuluję referatu) nie jestem odosobniony w tym myśleniu. 
Nie nawołuję do przykuwania się łańcuchami do drzew w akcie ekologicznej desperacji ale pytam o logikę postępowania i nasz wielkopolski pragmatyzm, skoro chce zjeść rano bułkę idę do najbliższego sklepu a nie jadę po nią do Paryża. 
SMACZNEGO!
UWAGA! Autor ukuł ten wywód po zjedzeniu sporej ilości polskich jabłek i śliwek.
 

Komentarze

Klaudia
2014-11-23   14:20

Polskie trudno dostępne w Polsce.. - czemu? Bo zwykliśmy kupować zagraniczne i rodzimym producentom się nie opłaca. Hurtownicy, detaliści wolą współpracować z partnerami zza granicy, importerzy też zyskują, a że globalizacja taka powszechna...

Michał
2014-10-06   21:14

To tak jak z błędem 1 i 2 rodzaju w statystyce. Kupując bułkę w pobliskim sklepie nie mogę odrzucić hipotezy, że została wyprodukowana i zamrożona w drugi krańcu Polski. Jedząc jednak młode ziemniaki w marcu mam pewność, że nie pochodzą z Polski.

DOM
2014-10-06   15:23

A jaką masz pewność, że bułka kupiona w najbiższym sklepie, jeszcze wczoraj nie była zamrożonym produktem na drugim końcu Polski ?

Informacje o autorze

mgr inż. Michał Adamczak
mgr inż. Michał Adamczak

Asystent w Katedrze Systemów Logistycznych Wyższej Szkoły Logistyki, administrator platformy e-learningowej WSL, od niedawna bloger logistyczny, absolwent Politechniki Poznańskiej. Zawodowo oprócz prowadzenia zajęć dla studentów zajmuje się modelowaniem i symulacją procesów logistycznych, autor ponad 40 publikacji naukowych i popularno-naukowych, realizator grantów badawczych oraz projektów edukacyjnych i szkoleniowych współfinanso- wanych przez Unię Europejską. Czas wolny spędza aktywnie ze swoją rodziną poznając świat i uprawiając sporty.